http://www.youtube.com/watch?v=f2ZCIp0HiRo
Ta piosenka mnie dziś konkretnie zainspirowała i skłoniła do myślenia. Od jakiegoś czasu mówiłam sobie (właściwie nie do końca sobie): "Boże, jak rozumieć jeszcze raz Twój krzyż?". Tak wiele o tym słyszeliśmy i wciąż słyszymy. Doskonale znana jest nam historia opisana w każdej z czterech Ewangelii o tym, że Jezus urodził się w Betlejem, żył pośród zwykłych ludzi, nauczał i uzdrawiał, a pod koniec umarł na krzyżu i zmartwychwstał.
Ale co to właściwie znaczy? I po co nam to? Czy ktoś w ogóle jeszcze w to wierzy?
Przecież ludzi wierzących uważamy raczej za dewotów, lub za bezmyślnie podążającymi za kościołem.
Przeżywam mocno tekst tej piosenki. "Jego szeroko otwarte ramiona.. czasem krwawiące.." Można by się zastanawiać.. po co Bóg to robił? Czym człowiek zasłużył sobie na to, żeby Syn Stwórcy schodził na ziemię, a później umierał z szeroko otwartymi ramionami wisząc na krzyżu? To jest genialne. I pewnie znajdą się ludzie, którzy to wyśmieją. Ale ja widzę w tym sens. To dzięki tym obolałym, przemęczonym ramionom zostaliśmy uratowani i mamy możliwość życia w Niebie (Tak, w Niebie! Myślałeś kiedyś nad tym? To niepojęte..ale jakże cudowne).
Ale kto skupia się na tym, że natura człowieka jest zła? I że prowadzi on sam siebie do zagłady? W świecie, który krzyczy "kochaj siebie, rób co chcesz, zaspokajaj swoje żądze i nie zważaj na innych, ani na konsekwencje" ciężko jest wierzyć, że faktycznie tak jest. A Bóg mówi do nas kilka prostych słów "po prostu mnie kochaj". Czy to ciężkie? Potrafimy poświęcić tak wiele na rzeczy bez znaczenia, uwielbiać idoli, którzy są przecież tylko ludźmi (takimi jak my z resztą...), a nie potrafimy poświęcić nic dla Boga, który ukochał nas doskonałą miłością.
To z jednej strony przykre.. Kiedy myślę o słowach tej piosenki.. Są takie prawdziwe.. Szukamy miłości, a ona ciągle jest tak blisko.. I mówi: "tylko mnie kochaj.."